- mamo wychodzę!- krzyknęłam z korytarza. Gdy chciałam otworzyć drzwi, usłyszałam głos kobiety.
- Katherine chodź tu na
chwilę- oho. To coś poważnego. Gdy mama mówi do mnie pełnym imieniem,
zawsze wróży to jakieś kłopoty. Niechętnie poszłam do salonu. Kiedyś
miałyśmy dobre stosunki, nawet śmiało mogę stwierdzić, że byłyśmy jak
siostry, lecz gdy skończyłam czternaście lat, oddaliłam się od
wszystkich, zamykając się we własnym świecie. Jedyną osobą, którą
utrzymuję kontakt to Kiti.
- tak?- spytałam od niechcenia
- uważaj na siebie. W
naszej wsi grasuje psychopata, który uciekł z psychiatryka. Porywa
ludzi, torturuje je, a następnie je zjada. Przyjdź za dwie godziny do
domu. Z kim idziesz?- trochę ta informacja mnie zdziwiła. Uniosłam
zaskoczona brwi. Tym bardziej nie powiem jej, że idę sama, bo mnie nie
puści, a ja muszę trochę odpocząć od świata.
- idę z Amandą-
powiedziałam pierwsze, lepsze imię, które przyszło mi do głowy. Tak na
prawdę nie znam nikogo o tym imieniu. Nawet wątpię, że taka osoba jest w
naszej wsi.
- to dobrze, nie chcę byś szła sama- a nie mówiłam?
- to ja już idę, pa!-
wybiegłam z domu, by mama znów mnie nie zawołała. Przez chwilę
zastanawiałam się gdzie pójść. Najlepiej tam gdzie nikogo nie będzie.
Chyba wybiorę las. No
cóż, taka już jestem. Gdy przechodziłam obok innych ludzi, ci patrzyli
się na mnie tak dziwnie. Może to przez mój strój? Przecież podarte
rurki, koszula w kratę, choker i niebieskie włosy to nic takiego. A
może dowiedzieli się o mojej przeszłości? Mam nadzieję, że nie. Pewnie
dziwi was czemu tak wyglądam? Niczym tak zwany "emos". Mój wizerunek
zmienił się, ponieważ nie chciałam wyglądać jak stara Kate, która gdy
patrzyła w lustro przypominała mi TEN dzień, dlatego postanowiłam zrobić
kilka zmian. Tak jak wcześniej wspomniałam odcięłam się od ludzi,
zatopiłam się we własnym świecie, może stałam się trochę bardziej
chamska, zamknięta w sobie. Kiedyś byłam pełną energii dziewczynką,
która musi być wszędzie i wszystko wiedzieć, której nie schodził uśmiech
z twarzy, która miała piękne długie blond włosy, ubierająca się w
sukienki,lecz te czasy już minęły.
Nim się spostrzegłam
byłam już na miejscu. Zaczęłam kopać wszystkie kamyki, które miałam na
drodze. Wyjęłam telefon z kieszeni i wpisałam numer Kiti- moja najlepsza
przyjaciółka, lecz niestety mieszkamy daleko. Dwa lata temu gdy TO się
stało, po miesiącu nie mogłam wytrzymać w naszym domu, więc zagroziłam,
że jeśli tam dłużej zostanę zabiję się i oto w ten sposób tu się
znalazłam.
Odebrała już po dwóch sygnałach.
- hej Kiti- powiedziałam do słuchawki. Muszę jej opowiedzieć to czego się dowiedziałam. Zawsze zdawałyśmy sobie raport.
- siemka Kate-
odpowiedziała mi pełna entuzjazmu koleżanka. Zazdrościłam jej tego
poczucia humoru i tryskającej energii. Ja niestety, a może stety taka
nie umiem być. Przykre wydarzenia z przeszłości nie pozwalają mi na to.
Od kiedy skończyłam czternaste urodziny ani razu się nie uśmiechnęłam,
czyli już dwa lata. Na samą myśl przeszły po moim ciele ciarki.
- słyszałaś o
psychopacie, który grasuje w w moim mieście? Uciekł z psychiatryka.
Podobno maltretuje swoje ofiary tak, by same błagały o śmierć. A na
koniec je zjada- wysiliłam się na wesoły ton głosu, chodź najchętniej
miałam ochotę płakać. Nadal się nie pozbierałam po tym wydarzeniu.
Przyjaciółka o niczym nie wiedziała. Nie byłam gotowa, by komuś o tym
kiedykolwiek powiedzieć, bałabym się, że mnie odtrącą. Niestety mama się
zorientowała, iż ze mną jest coś nie tak, a że jest przewrażliwiona na
moim punkcie zapisała mnie do psychologa.
- serio? A to nowość. W końcu coś się będzie u was działo- ona zawsze we wszystkim widzi pozytywy. To ją kiedyś zgubi.
- to o mnie tak
zawzięcie mówisz?- usłyszałam jakiś zachrypiały głos tuż nad uchem.
Strach sparaliżował moje ciało. Z przerażenia upuściłam telefon, który
roztrzaskał się na milion kawałeczków. Powoli odwróciłam się na pięcie.
Widziałam tylko białą bluzkę. Przełknęłam głośno ślinę. Czułam jak po
kartu spływa pot. Ostrożnie uniosłam głowę do góry. Boże on miał prawie
dwa metry, albo to ja byłam taka niska. W sumie jedno i drugie ponieważ
mam 160. Natura nie obdarzyła mnie wysokim wzrostem.
Brązowe, lokowane włosy
opadały mu na czoło, aż prawie nie widziałam jego szmaragdowych oczu.
Usta obleśnie się uśmiechały, pokazując rząd równych, białych zębów.
Emitowała od niego zła aura. Do głowy przypłynęły mi wspomnienia i gdy
się zorientowałam, o czym mówiłam Kiti spowodowało, że zaczęłam się
trząść.
Gdy uniósł umięśnioną
rękę do góry diametralnie się ocknęłam. Zaczęłam biec przed siebie.
Teraz żałuję, że wybrałam się do lasu. Nie chcę tak skończyć.
- nie uciekniesz mi. Złapię cie zobaczysz- wykrzyczał. Jego głos był taki specyficzny. Mimowolnie łzy zaczęły napływać do oczu.
Nie, nie, nie. Nie teraz. Nie płacz Kate.
Nie mogłam się
powstrzymać. Kropelki słabości zaczęły płynąć po moich policzkach
uniemożliwiając tym samym widoczność. Płuca zaczęły nie miłosiernie
palić. Moja kondycja była do kitu.
- zaraz cię dorwę-
usłyszałam tuż za sobą. Wbiegłam na jakąś górę. Niestety, był to mój
błąd. Nie było gdzie uciec chyba, że bym musiała poturlać się w dół. Gdy
zobaczyłam, że są tam różne gałęzie, drzewa, krzaki, kolce i kamienie, a
na dodatek jest bardzo wysoko, od razu odrzuciłam ten pomysł i
oddaliłam się od przepaści.
Histerycznie zaczęłam
rozglądać się na boki, modląc się, by w magiczny sposób, pojawił się
jakiś most. Oddychałam tak ciężko, iż nie potrafiłam złapać powietrza, a
na dodatek te głupie łzy słabości. Właśnie tak, czułam się słaba i
taka byłam.
- no,no. Sama sobie
zaszkodziłaś skarbie- gwałtownie się odwróciłam. Stał tam. Mimo, że ton
głosu tego psychopaty był spokojny, to w jego oczach dostrzegłam
gniew, złość i furię. Zaczęłam się jeszcze bardziej bać.
- zostaw mnie, proszę
cię- wyjąkałam. Ja nie chcę. Chcę wrócić do swojego beznadziejnego
życia, codziennie rano zastanawiać się czemu nie umarłam przez sen,
zadręczać się tym okrutnym wspomnieniem. Wolałam to niż to co się teraz
dzieje. Nie mogę przeżyć tego koszmaru ponownie. Nie przeżyje tego.
Nawet się nie zorientowałam kiedy zaczęłam się cała ze bardziej trząść.
- czemu miałbym cię zostawić?-przechylił głowę na bok, przy czym wyglądał jeszcze bardziej strasznie.
- bo ja ci nic nie zrobiłam?- wybuchnął niepohamowanym śmiechem. Nie widziałam nic w tym śmiesznego. Rękawem wytarłam mokry nos.
- każda moja ofiara nie
była niczemu winna. A teraz pora na ciebie- po tych słowach zaczął się
przybliżać do mnie. Zaczęłam panikować. W miarę możliwości cofałam się w
tył, dopóki nie poczułam ziemi. Popatrzyłam się za siebie. Urwisko.
Jestem w kropce.
- widzisz? Nie
uciekniesz mi- oddychałam tak jakbym przebiegła dwa dni bez odpoczynku.
Gdy on już był blisko mnie myślałam, że umrę. Nim zdążyłam zareagować
ten już złapał swoimi dużymi dłońmi moje chude ramiona. Zaczęłam się z
nim szarpać.
- puść mnie- wycedziłam przez zęby, aż sama się zdziwiłam tonem mojego głosu.
- nie będziesz mi
rozkazywać- jego mina pokazywała furię. Zebrałam wszystkie siły i
najmocniej jak potrafiłam uderzyłam napastnika w kroczę. Nie
spodziewając się takiego ataku z mojej strony z wyciem upadł na ziemię.
Niestety nie przewidziałam wszystkiego i poleciałam do tyłu.
Zaczęłam się staczać ze stromej góry. Przeraźliwe krzyki wydostawały się z mojego gardła. Myślałam tylko o jednym... umrę.
Kolce bezdusznie wbijały
mi się w ciało, przy okazji kalecząc je i rozrywając ciuchy. Kamienie
obijały moje obolałe ciało, a krzaki tak samo jak kolce raniły. Czułam
jak wszędzie spływa po mnie krew. Będąc prawie na dole, walnęłam się
jakimś odłamkiem w głowę. Przez chwilę mnie przymrużyło. Leżałam pół
przytomna na ziemi.
Wszystko było takie
zamazane, takie obce... Miałam odruch wymiotny. Złapałam się za skroń.
Poczułam coś lepkiego. Popatrzyłam w górę. Ktoś schodził z urwiska, nie
mogłam dostrzec kto to ponieważ wszystko wydawało się jakby było za
mgłą, lecz od razu domyśliłam się kto to był. Z wielkim trudem,
uwierzcie mi, podniosłam się. Prawy rękaw bluzy... w sumie go nie
miałam, pokazywał całą krwawiącą rękę, a lewy był rozszarpany. Czułam,
że na plecach również mam rozerwany materiał, tak samo jak z przodu.
Jak zrobiłam pierwszy
krok, świat zawirował. Prawie upadłam, lecz krzyki, które z sekundy na
sekundę stawały się głośniejsze, bardzo mnie zmotywowały. Próbowałam
iść, bo o bieganiu nie było mowy. Kuśtykałam co utrudniało mi
ucieczkę. Gdy przeszłam z pięć metrów, poczułam czyjś oddech na karku,
po czym okropny ból w szyi. Ciało przeszedł paraliż, z hukiem runęłam
na glebę. Robiłam się bardziej senna, lecz ostatnimi siłami obróciłam
się na zranione plecy i zobaczyłam tego psychopatę, który tak
obrzydliwie się uśmiechał, w ręku trzymał strzykawkę.
- dobranoc kochanie- po czym tylko ciemność
______________________________________________________________
Hej kochani! Zapraszam na mojego nowego bloga. Mam nadzieje, że się spodobał i chodź trochę zaciekawiłam.
W opowiadaniu pojawią się brutalne sceny. Czytasz na własną odpowiedzialność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz